Oczy dla Etiopii

23.04.12 – Bożena i Stanisław Kotlarczyk – „Oczy dla Etiopii”

Klub „Na Zapiecku” drugą dekadę swojej działalności rozpoczął 10 stycznia br. w nowym miejscu, Zakładzie Utylizacji Odpadów, czyli w ZUO.  Organizowane przeze mnie spotkania klubowe wpasowują się w strategię firmy, która prężnie działając promuje hasło „Lider Ekologii Mecenas Kultury”. Spotkania o bardzo różnorodnej tematyce odbywają się dwa razy w miesiącu. Zawsze przy dużej frekwencji, zawsze interesujące z innego powodu.

Gościem inaugurującego spotkania „W ZUO Na Zapiecku” był Bogusław Dziekański, ponad trzydzieści lat szefujący gorzowskiemu Jazz Clubowi Pod Filarami. W trakcie muzycznej prezentacji twórców i utworów  Zapieckowicze dowiedzieli się w jaki sposób ta muzyka przez trzy dziesięciolecia tworzyła charakter naszego miasta, jacy wybitni muzycy odwiedzili Jazz Club, którzy wykonawcy na jedyny koncert w Polsce przylecieli właśnie Pod Filary.

Podczas  kolejnych spotkań uczestniczyliśmy w „Wyprawie na skraj mapy pogody”, czyli podróży po Skandynawii w prezentacji Zbigniewa Rudzińskiego, zapoznaliśmy się z filmowaniem — pasją Ryszarda Kućko, wysłuchaliśmy „Pieśni Kresów Polskich” w wykonaniu kapeli „Retro”, poznaliśmy zaprezentowane przez ks. Artura Grabana, Bogdana Siwca i Lecha Serpinę historię, zwyczaje, kulturę i muzykę Łemków przesiedlonych na Ziemie Zachodnie w 1947 r. w ramach akcji „Wisła”. Odbył się także  „Wieczór na 102 fraszki” miejscowego satyryka Tadeusza Szyfera.

Na jednym ze spotkań prezes firmy ZUO, Marek Wróblewski zorganizował Zapieckowiczom  wyjazd techniczny po agendach firmy. Wysłuchując relacji o specyfice zakładu  oraz o innowacyjnych planach rozwoju spółki zobaczyliśmy Polanę Przyjaciół, drugie w Polsce miejsce pochówku zwierząt domowych, zakład w Chróściku, do którego dostarczane są odpady komunalne, odpady wielkogabarytowe oraz niebezpieczne i inne niż niebezpieczne. Przyjrzeliśmy się procesom technologicznym jakim podlegają odpady, od chwili przywiezienia aż do momentu ich utylizacji. Natomiast w Centrum eko-bio-energetycznym w Stanowicach, wśród zieleni zabytkowego kompleksu pałacowo-parkowego, obejrzeliśmy obsługujący Polskę i kilka krajów europejskich zakład przetwarzania zużytych baterii, będące tuż przed  rozruchem nowoczesne laboratorium badawcze oraz elektrociepłownię na biomasę.

O Oldze Boznańskiej, czarodziejce szarości i ciekawych przez nią portretowanych osobach na kolejnym spotkaniu  pięknie opowiadał, pokazując slajdy z jej twórczością p. Janusz Szumski, 93-letni Zapieckowicz.

Ja z kolei opowiem Wam o jednym z najbardziej wzruszających wieczorów : Na spotkanie 23 kwietnia zaproszenie przyjęli Bożena i Stanisław Kotlarczykowie, przyjaciele mojego syna Pawła. Poznali się z Pawłem w 2007 r. w Etiopii i od tego czasu wiele działań podejmują wspólnie. Goście pokonali 534 km, które dzielą ich miejsce zamieszkania, czyli Kobiernice k. Bielska-Białej od Gorzowa, by opowiedzieć o odwiedzanej wielokrotnie, ukochanej przez nich Etiopii, o wspaniałych ludziach, których tam poznali i niezwykłej akcji charytatywnej z maja 2011 r.
Odwiedzając często ten piękny kraj widzieli, że choroby oczu nękają Etiopczyków w sposób zatrważający. W niektórych regionach Etiopii 40% populacji cierpi na jaglicę lub zaćmę a nawet obie te choroby naraz. Jaglica, zwana ziarnicą jest chorobą wywołaną przez wirus przenoszony przez owady. Również brak higieny twarzy, dostępu do świeżej i czystej wody mają duży wpływ na jej rozwój. Często zapadają na nią dzieci. Natomiast zaćma, czyli katarakta, to stopniowe pogarszanie się widzenia przez mętnienie soczewek, więc aby uratować oko trzeba wszczepić sztuczną soczewkę.
Urzeczeni miejscem i ludźmi postanowili coś zrobić dla etiopskiego społeczeństwa. Sprawa pomocy nabrała realnych kształtów, gdy Staszek poznał w Adis Abebie Menbere Alemu, etiopską okulistkę wykształconą 20 lat wcześniej w Polsce. Wpadł wówczas na pomysł, by w szpitalu w Lalibeli, najbiedniejszym regionie Etiopii, przeprowadzić kilkadziesiąt operacji oczu. Dlaczego w Lalibeli? Ponieważ, gdy kilka lat temu po raz pierwszy dotarł do tej tzw. afrykańskiej Jerozolimy zakochał się w tym miejscu od razu i stało się ono dla niego miejscem bardzo wyjątkowym. Twierdzi, że nawet powietrze pachnie tam  inaczej. I tak nakładem sił własnych i przyjaciół, także z Gorzowa, zaczęli przygotowywać całą akcję. Większość leków przewieźli  z Polski w bagażu osobistym. Chwile załamania przeżyli, gdy na lotnisku w etiopskiej stolicy zatrzymano im trzy kartony z chirurgicznymi maskami, chustami i fartuchami. Sprzęt, głównie profesjonalny mikroskop, wypożyczyli i ściągnęli z odległej o 700 km Adis Abeby. Stamtąd także przyjechała ekipa medyczna, by nieodpłatnie włączyć się w tą akcję.
Staszek opowiadał, że poczuł niepokój o powodzenie całości dopiero wówczas, gdy po przyjeździe  na miejsce  zobaczył  przed szpitalem w Lalibeli oczekujące tłumy ludzi. Planowali zoperować ok.70 oczu, a czekało kilkaset osób. Większość z nich pokonała pieszo, często na boso, odległość nawet 150 km i od tygodnia w ciszy, w wielkim skupieniu oczekiwała na decyzję, czy zakwalifikują się do operacji. Każda z tych osób to osobna historia, przeważnie tragiczna.
Poczuli więc ciężar ogromnej odpowiedzialności. Najpierw trzeba było wszystkich przebadać, dokonać bardzo trudnych wyborów — czy operować mniej, a po dwoje oczu, czy więcej ludzi ale po jednym oku. U niektórych z powodu zaawansowania choroby operacja była już niemożliwa.
Oczekujący wszelkie decyzje przyjmowali z ogromną pokorą.
Było wiele momentów w których organizatorom „pociły” się oczy; np. gdy było wiadomo, że nie są w stanie pomóc niewidomemu od urodzenia 6-letniemu dziecku, z którym matka przyszła pieszo kilkadziesiąt kilometrów, albo gdy ze łzami w niewidzących oczach ojciec czwórki dzieci prosił o możliwość ich zobaczenia. No i udało się. Zobaczył swoje dzieci.
Ekipa medyczna pracowała z ogromnym poświęceniem po 10–11 godzin dziennie, często bez obiadu, bo pracując wspólnie chcieli wspólnie zjeść, a gdy jedno kończyło drugie było w trakcie operacji i to pierwsze nie chciało tracić czasu na czekanie…

Zaćmy operowała doktor Menbere, natomiast jaglice przyuczony pielęgniarz Gameczu. Mimo bardzo prowizorycznych warunków, braku potrzebnej ilości środków opatrunkowych, dużo większej niż planowano ilości zoperowanych oczu - nie zdarzyły się żadne powikłania. I nic nie było w stanie przebić radości i ogromnego wzruszenia, gdy po zdjęciu opatrunków operowani  rozpoznawali ilość palców pokazywanych im przez doktor Menbere.

W ciągu kilku dni zoperowano 218 oczu. Była to kropla w morzu potrzeb, ale
jak stwierdził Staszek Kotlarczyk — od czegoś trzeba było zacząć.

P.S. Dziś już wiemy, że zeszłoroczny sukces został powtórzony przez tą samą ekipę w dniach 30.04–5.05 br. Tym razem w Alem Katema zoperowano 226 oczu. Średni koszt operacji to kilkaset złotych na osobę. Ponadto 120 osobom przebadano wzrok. Potrzebujący otrzymali okulary.
Od siebie dodam, że dzięki spotkaniom „Na Zapiecku” mam możliwość przybliżenia sobie i innym wiele pięknych inicjatyw i pokazać bardzo interesujących ludzi. Cieszę się, że kolejni goście oczekują na swój wieczór.

                                                                                                                       Barbara Schroeder

 

 

Dodaj komentarz