Pozapieckowo IMPRESJE IRENEJSKIEWSPOMNIENIAIRENIE ZIELIŃSKIEJ

11.10.22023 Klub Na Zapiecku, gorzowski oddział Związku Literatów Polskich oraz Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna — „IMPRESJE IRENEJSKIE – wspomnienia o Irenie Zielińskiej”.

Barbara Schroeder z klubu Na Zapiecku wraz z Anną Marią Adamiak, pieśniarką z Warszawy,  Agnieszką Kopaczyńską – Moskaluk z gorzowskiego ZLP, Hanną Kaup — redaktor e.gorzowskiej.pl oraz poetą Romanem Habdasem  starali się uczestnikom spotkania pokazać, że choć Irenka Zielińska — niezwykła gorzowska poetka, malarka, graficzka, członkini ZLP, stypendystka Prezydenta Gorzowa — od urodzenia wielce krucha, kiereszowana fizycznie i psychicznie przez całe swoje życie, od wczesnych lat dziecięcych zmagająca się z postrzeganiem jej osoby poprzez fizyczność swojej postaci, była  osobowością niezwykłą: ogromnie silną psychicznie, trzeźwo patrzącą nie tylko na swój mały świat, najczęściej zamknięty ścianami wynajmowanego małego mieszkanka, ale i świat w którym przyszło jej żyć; kochającą muzykę, która była dla niej nieskończonością uczuć; której piosenki z muzyką Andrzeja Zaryckiego nagrała pieśniarka Anna Maria Adamiak i które prezentowane były m.in. w Piwnicy Pod Baranami; bardzo oczytaną, często cytującą Ryszarda Kapuścińskiego czy Senekę i zaśmiewającą się w głos podczas czytania „Przygód dobrego wojaka Szwejka”; lubiącą ciszę w harmonii trwania i tworzenia; ceniącą mądrość myślenia i rozumienia; lubiącą ludzi mądrych, dyskusje z nimi, bo jak pisała „od nich się uczę”; kochającą ludzi ogólnie, ale chętnie odnajdującej się tylko w gronie, w którym mogła być sobą; lubiącą słowo PRZYJAŹŃ, bo jak pisała „ONO nas lubi takimi, jakimi jesteśmy”; niezwykle skromną, empatyczną i ogromnie wrażliwą…wręcz nadwrażliwą; z dużą dozą autoironii; wyznającą zasadę, że idzie swoją drogą tak jak chce, we własnym tempie; zawsze myślącą samodzielnie; tworzącą, chcącą zostawić po sobie coś bardzo prawdziwego, coś co ją dookreśli; uważającą, że wiersze powinny się rodzić z prawdziwości życia a nie sypać jak z rękawa; twierdzącą, że prawdziwy artysta powinien mieć swoją rację i nie poddawać modnym trendom, które pętają jego wyobraźnię, że powinien tworzyć ponad czas, nawet za cenę własnego cierpienia, pisać jasno i przestrzennie, żeby zrozumieli go wszyscy; tworzącą też wiersze dla biednych i opuszczonych, dla których los, tak jak dla niej, okazał się „spiralą”; przekazującą w swojej twórczości uczucia przerażenia światem i dojmujące poczucie samotności; piszącą tak jak żyła — impulsami losu; której umysł syntetycznie odbierał otaczający świat i która potrafiła ubierać swoje odczucia w niewiarygodnie trafnie dobrane i zestawiane słowa; czułą poetką z niezwykłą umiejętnością opisywania świata i siebie w nim; upartą, której nie można było namówić do niczego, co  nadwyrężyłoby jej pojęcie samostanowienia o sobie; wewnętrznie zbuntowana i nieszczęśliwa, gdy musiała prosić o pomoc; tęskniącą cały czas za okruchami serdeczności ze strony rodziny, bo rodzina była dla niej najważniejsza; mocno ograniczoną w ostatnich latach w uczestniczeniu w życiu — najpierw przez pandemię, a potem przez złamaną, niegojącą się miesiącami nogę; czującą się z biegiem czasu, jak ptaszek obijający się swoimi małymi skrzydełkami o pręty klatki; im dłużej to trwało, tym ta niemożność wydostania się na zewnątrz nadwątlała coraz bardziej jej siły; zaciskającą swoje malutkie piąstki, by jak najsamodzielniej zmagać się ze swoim okrutnie trudnym życiem, w którym tak mało było radości; zbolałą i zmęczoną chorobą oraz troskami dnia codziennego; zawsze chcącą samostanowić o sobie i z ogromną trudnością przyjmującą pomoc od osób trzecich; — coraz bardziej pogrążającą się w samotności… wręcz w depresji;  — bojącą się litości, a przez to ograniczającą do minimum osoby, którym ufała i którym pozwalała przebywać blisko siebie; obdarzającą przez całe życie ogromną miłością swoją MAMĘ Zofię, która zmarła w 2015 a której ona poświęciła jej mnóstwo wierszy, różnorodnych wpisów i zadedykowała prawie wszystkie wydane tomiki; która w słabszych chwilach skarżyła się Mamie, że musi dać sobie ze sobą radę, choć inni ją poniżają, że jest inna; która zaakceptowała swoją inność, była asertywna, mówiła „nie jestem inwalidką, mam tylko liche ciało, ale mądrą głowę”; która chciała żyć i tworzyć i która miała w najbliższym planie napisanie kilku esejów… a o której LOS zdecydował inaczej…

Odeszła niespodziewanie 18.04.2023

Spotkanie było niezwykle wzruszające. Przeplatane wierszami poetki. Ubarwione piosenkami z tekstami Ireny, śpiewanymi przez gościa specjalnego – Annę Marię Adamiak. Głos na spotkaniu zabierali również m.in.: Krystyna Kamińska, która wspominała wydawniczą przygodę z drugim tomikiem wierszy Ireny, a Marek Piechocki odczytał fragmenty swoich listów, skierowanych do nieżyjącego byłego prezesa ZLP Ireneusza Krzysztofa Szmidta, w których pisze o talencie poetyckim zmarłej.

W jaki sposób i o czym Irena Zielińska pisała, możemy dowiedzieć się z wierszy wydanych w 8 tomikach. Są w nich również zamieszczone eseje, obrazy i grafiki.

Spotkaniu towarzyszyła wystawa przepięknych, już unikatowych zdjęć portretowych Ireny Zielińskiej autorstwa Kazimierza Ligockiego.

Dodaj komentarz